Wpisy

  • czwartek, 22 listopada 2012
    • Szczęścia nie ma...

      Ostatnio po głębszych przemyśleniach w zasyfiałym pociągu, którym tłukę się dzień w dzień dotarło do mnie coś bardzo ważnego, mianowicie to, że szczęście nie istnieje.

      Przecież stwierdzenia "miałem fuksa", "ale fart" czy "po prostu miałem szczęście" są zwykłym tłumaczeniem jakichś tam osiągnięć. Mówiąc w ten sposób sami wmawiamy sobie, że coś nie jest naszą zasługą. Stwierdzamy, że to wszystko co nam się udaję jest zwykłem zrządzeniem losu, jakąś wygraną na loterii. Uważam to za samodestrukcyjne zachowanie, gdyż w takiej sytuacji nie doceniamy swoich możliwości.

      Załóżmy, że zdałem egzamin na prawo jazdy i mówię, że to zwykłe szczęście. Błąd! To nie jest szczęście tylko umiejętności, które nabyłem oraz niejednokrotnie spryt. Tak samo jest praktycznie ze wszystkim. Zdałem egzamin na uczelni ? Nic innego jak moja praca albo umiejętne ściąganie. Podszedłem do kobiety i ona dala mi numer ? Nabyłem takie umiejętności, które mi na to pozwoliły i dodatkowo zainteresowałem ją sobą.

      Dotarcie do tego, że nic nie jest zrządzenie losu daje nam ogromne możliwości panowania nad swoim życiem. Wtedy przestajemy ślepo wierzyć w to, że coś jest niezależne od nas. Możemy sami decydować o tym co nas otacza i o tym co się dzieje w naszym świecie. Myślę, że warto mieć taką świadomość. Poza tym dodatkowo widzimy to, że osiągamy nasze cele własną pracą, a nie jakimś tam szczęściem. No i bierzemy odpowiedzialność za samych siebie co jest chyba najtrudniejsze.

      Od dzisiaj będę starał się wymazać z mojego słownika wszystkie zwroty mówiące o tym, że coś jest niezależne ode mnie. Was też do tego zachęcam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Szczęścia nie ma...”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 listopada 2012 22:05
  • sobota, 17 listopada 2012
    • Pewność siebie w przekonaniach

      To właśnie na pewności siebie powinny być zbudowane odpowiednie przekonania. Niestety masa chłopaków ma z nią problem... Głównie Ci co chodzą do liceum.

      Wczoraj byłem na imprezie z okazji połowinek jakiejś drugiej klasy i właśnie to mnie natchnęło do tego wpisu. Żeby lepiej nakreślić sytuację powiem tylko, że oprócz tych 17 latków była masa 18, 19 i 20 letnich gości. Zdarzyli się nawet tacy koło 25 lat.

      Podczas gdy ja w najlepsze bawiłem się z dziewczynami, spora ich część stała pod ścianą, tudzież siadała na krzesełkach i patrzyła. Zero uśmiechu, zgarbione postawy, takie typowe wraki prawdziwych facetów. Aż żal mi się ich zrobiło bo wiedziałem, że nawet ja mogę diametralnie zmienić ich życie jeśli spędzą ze mną odpowiednio dużo czasu. Problem w tym, że nie chcę mi się mówić każdemu tego samego za darmo.

      Później zacząłem myśleć o tym co mnie od nich odróżnia. Jedną z takich cech była pewność siebie. Ja miałem na tyle jaj by podejść do jakiej chcę dziewczyny i wziąć ją do tańca itd. Oni nie. Dzisiaj tak się zastanawiałem dlaczego oni tacy byli, dlaczego nie byli pewni siebie. Chyba zrozumiałem to, że nie mieli odpowiednich przekonań na temat kobiet co odbijało się na ich pewności siebie. W sumie uważam, że przekonania i pewność siebie są ściśle ze sobą połączone.

      Ale do czego on zmierza ?

      Ano do tego, że pewność siebie zajebiście ułatwia kontakty między ludzkie. Oczywiście składa się na to coś więcej niż ta jedna cecha, ale to od niej zależy najwięcej. Podchodząc do dziewczyn emanowała ode mnie pozytywna energia. Byłem uśmiechnięty, wyluzowany, naturalny no i pewny siebie, pewny tego jaki jestem, jakie mam wartości oraz co mam w głowie.

      Jedni powiedzą, że mam talent, inni że szczęście, a prawda jest taka że umiejętności. Nauczyłem się pewności siebie. Tak dokładnie tak. Pewności siebie da się nauczyć. Nie jest to prosty proces, ale na pewno wykonalny.

      Więc od czego zacząć ?

      Najważniejszą rzeczą jest akceptacja siebie takim jakim się jest, ale z jednoczesną chęcią rozwijania się. Ja np. nie jestem wysoki. Mam około 173cm wzrostu, ale akceptuję to. Nie sprawia mi problemu tańczenie z wyższymi dziewczynami. W ogóle nie wpływa to na moje relacje z kobietami. Dopiero jak dorosłem do tego, że muszę kochać siebie takiego jakim jestem moje usprawiedliwienia czy wymówki poszły w cholerę.

      Kolejną składową pewności siebie są dobre fundamenty w głowie. W sumie to jest oczywiste, przynajmniej dla mnie. Kobiety nie będą reagowały pozytywnie na facetów z chujową mentalnością. To właśnie nasze przekonania mają pokazywać jak męscy jesteśmy.

      Teraz usposobienie. To akurat proste. Jeśli nie jesteś komunikatywny i uśmiechnięty, jeśli cechuje Cie bucowatość oraz pesymizm to przez całe życie będziesz musiał "brać spraw w swoje ręce" jeżeli wiesz co mam na myśli...

      Postawa ciała! Przekaz pozawerbalny jest dużo ważniejszy, niż to co się mówi (nie oznacza to, że można napierdalać o piłce nożnej przy kobiecie, która lubi fantastykę). Musi być on spójny z przekonaniami.

      No i teraz ta spójność. Chodzi w niej o to, że jeśli "w głowie" jestem pewny siebie to taki muszę być również na zewnątrz. Pewny siebie facet to facet z odpowiednią postawą ciała (wyprostowany, klata lekko do przodu, ramiona lekko ściągnięte do tyłu, uśmiech, dobra gestykulacja) oraz z fundamentami w głowie. Jeśli mówi jedno to nie robi drugiego. Jeśli chce zatańczyć z kobietą to idzie z nią zatańczyć. Oczywiście odpowiednie przekonania to coś więcej niż to co wymieniłem. Składa się na nie masa czynników, nawet coś takiego jak obycie w danej sytuacji.

      No i na dzisiaj to chyba wszystko... Ewentualnie jak pojawią się jakieś komentarze to będę prostował czy coś bardziej opisywał. A w następnych "odcinkach" będzie m.in. o dotyku i innych ważnych lecz często pomijanych rzeczach (tak, musiałem to sobie gdzieś zapisać żebym pamiętał).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Pewność siebie w przekonaniach”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      sobota, 17 listopada 2012 21:00
  • poniedziałek, 05 listopada 2012
    • Bezrobocie w Polsce

      Na sam początek:

      Stopa bezrobocia rejestrowanego: 12,4% (dane za wrzesień 2012 roku wg GUS'u)

      Bezrobocie wśród ludzi do 25 roku życia: 25,9% (dane za sierpień 2012 roku wg Eurostat'u)

       

      Przechodząc do meritum... Nie da się ukryć, że brak pracy to poważny problem wielu Polaków. Oczywiście główną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest brak pieniędzy. Osoby, które nie mogą znaleźć "roboty" cały czas narzekają, że to wina zachodu, kierowców, sportowców, komputerów, filmów, itd. W zasadzie wszystkiego tylko nie ich. I właśnie to mnie niemiłosiernie wkurwia. To jebane spychanie winy za własne niepowodzenia na kogoś innego. 

      Nie rozumiem jak można tak robić. To, że ktoś nie ma pracy to wyłącznie jego wina. No może w 90% bo jakiś tam czynnik losowy wypada uwzględnić. 

      Zastanawiając się nad typem ludzi, którzy szukają zatrudnienia i narzekają przychodzą mi do głowy trzy przykłady, mianowicie:

      1. Tacy, którzy po studiach budzą się z ręką w nocniku. Skończyli kierunek ... (tu wstaw jaki chcesz) i nie mają żadnego doświadczenia. Przez trzy/pięć lat nie szukali czegoś fajnego, nie poszerzali swoich horyzontów, nie zwracali uwagi na kompetencje miękkie, od razu chcą umowy o pracę na czas nieokreślony za minimum 3 000 zł netto. W sumie można tak wymieniać i wymieniać, jak dla mnie wystarczy to co napisałem.

      2. Pijawki. Osoby, które sępią zasiłek tak długo jak się da, jednocześnie nie starając się o poszerzenie swoich kompetencji. 

      3. Oświeceni np. po rozpadnięciu się związku, w którym jedna ze strona musiała zapierdalać, a druga oglądać telewizję.

      W ogóle jak patrzę na nasze społeczeństwo to często mam wrażenie, że żyję wśród osób, które chcą być bogate za siedzenie na fotelu. Nawet w jednych z dzisiejszych wiadomości był mały reportaż na ten temat. Bezrobotni z jakiejś tam wsi nie pracowali bo mieli za daleko. Całe 7 km. Bodajże gmina musiała im zafundować rowery żeby mogli się tam dostać za darmo. Tak sobie pomyślałem, że szkoda że nie dostali jakichś BMW. Nawet wypowiadała się pewna kobieta, której sparafrazowana wypowiedź brzmiała mniej więcej tak: "A dojazdy autobusem są zbyt drogie". NO KURWA MAĆ! To lepiej jest siedzieć, opierdalać się i mieć zerowe dochody czy zarobić chociażby 1 000 zł i np. 200 wydać na miesięczny ? Z takim podejściem ten kraj czeka jedynie stagnacja. 

      Uważam, że jak się siedzi w domu i tej pracy mimo wszystko nie ma to trzeba się zastanowić nad sobą. Wypada pomyśleć jak "ulepszyć" siebie.

      Może nie mam odpowiednich kompetencji, może wysyłam CV w miejsca gdzie szukają kogoś z innym wykształceniem, może powinienem rozejrzeć się za czymś w odległości większej niż 5 km od mojego domu - chyba warto odpowiedzieć sobie na takie pytania.  

      Kolejną sprawą są jakieś staże/praktyki. Są one czymś fajnym bo można zdobyć przynajmniej minimalne doświadczenie. Nawet jak nie ma się na nich wynagrodzenia to przynajmniej da się zdobyć jakieś umiejętności. Wystarczy chociażby miesiąc/dwa/trzy i sytuacja może się zmienić.

      To chyba przez moje często skrajne poglądy, ale naprawdę ciężko wykazać mi się empatią do sporej części bezrobotnych. Jakoś średnio im współczuję. Oczywiście wyjątki rozumiem, lecz 12,4% to nie odosobniony przypadek. 

      I ostatnia sprawa jaka mi leży na sercu i jaką mam ochotę poruszyć. Chodzi mi o politykę rządu związaną z bezrobociem i urlopami. 

      Po pierwsze - plan 45/50+. Jest w tym coś co mnie wkurza i co możliwe, że jest związane tylko i wyłącznie z moim miejscem pracy. Ludzie w tym wieku idą na płatny staż (co uważam za fajne rozwiązanie i jakiegoś rodzaju pomoc oraz rozwój kompetencji), ale mają pierwszeństwo przed młodszymi, np. osobami w wieku 25 lat. Tam gdzie spędzam 7-8 godzin dziennie zostało wydane rozporządzenie w myśl, którego spośród masy CV TRZEBA wybierać osoby, które łapią się na ten program. Gdzie tu jest kurwa sprawiedliwość ? Dla mnie staż to miejsce do zdobycia doświadczenia zawodowego. Pytam się gdzie do jasnej cholery były osoby w takim wieku kiedyś ? Rodzice ich utrzymywali czy przejebali wygraną z totka ? Olałbym to gdyby wszyscy mieli równe szanse, ale tak nie jest.

      Po drugie - urlop wychowawczy na sześć miesięcy ze 100% wynagrodzeniem lub dwunastomiesięczny z 80%. Niby fajnie bo rząd zachęca do prokreacji, ale co z pracodawcami ? Jak już będę miał własną firmę to raczej nie będzie mi pasował zajęty etat i nie wykonana praca. Przecież są to dodatkowe koszty bo albo muszę wziąć kogoś z zewnątrz żeby to zrobił albo przełożyć zadania na kogoś kto już pracuje. Tak czy siak ktoś traci. Nie mam nic do zwiększania się ilości obywateli Polski, ale wiemy jaki jest naród. Są kobiety, które jak się dowiedzą, że są w ciąży to od razu pójdą na jakieś tam zwolnienia, później na macierzyński i jeszcze może znowu zajdą w ciążę i sytuacja będzie taka, że w pracy ich nikt nie zobaczy przez cztery lata. Dla mnie właśnie to jest najgorsze. To jak niektórzy ludzie myślą. Sam pomysł Ministra Pracy i Polityki Społecznej jest bardzo fajny, ale nie na nasze społeczeństwo. Żeby to działało jak ma działać to przekonania musiałyby być chyba utopijne. Dodatkowo w całej wyżej przedstawionej sytuacji boli mnie podejście do pracodawców. Niby oni też nie są idealni, ale gdyby pracownicy byli fair to myślę, że inaczej by to wyglądało.

       

      P.S. Wiem, że nie można podawać danych z dwóch różnych źródeł, ale po pierwsze tak było dla mnie szybciej, a po drugie to nie jest profesjonalny tekst nadający się do ukazania aktywności ekonomicznej ludzi, tylko moja subiektywna ocena tego co się dzieję. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Bezrobocie w Polsce”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 listopada 2012 23:10
  • czwartek, 01 listopada 2012
    • Pierwsza randka

      "Ooo tak, wreszcie udało mi się umówić z wymarzoną dziewczyną. Muszę się jak najlepiej przygotować, zrobić super pierwsze wrażenie, ogólnie być zajebistym."

      Taka lub podobna myśl pojawia się w głowach sporej części facetów kiedy ich upragniona kobieta zgodzi się na pierwsze, z reguły niezobowiązujące spotkanie. W sumie sam tak kiedyś miałem. Emocje, aż się ze mnie wylewały, nie mogłem usiedzieć w miejscu, planowałem, myślałem co zrobię w danym momencie, chciałem wypaść na cudownego gościa. Całe szczęście, że teraz widzę jak żałosny byłem w swoim zachowaniu oraz przekonaniach. 

      W każdym razie chodzi mi o to, że mężczyźni i kobiety mają narzucone inne ramy społeczne. To chłopak (częściej) wychodzi z propozycją spotkania, to chłopak myśli nad miejscem, to chłopak walczy o względy, to chłopak się stresuje przebiegiem randki i ostatnie co najgorsze, to chłopak stawia sam sobie kobietę jako pewnego rodzaju nagrodę. Dziewczyna w takim schemacie wydaje się być bierna i uległa, ale w rzeczywistości to od niej zależy jak potoczy się dana relacja.

      Idąc dalej tym tropem wychodzi na to, że facet musi się nadmiernie starać. Oczywiście nie ma nic złego w wykąpaniu się, ogoleniu czy założeniu fajnych ciuchów. Ten problem łączy się bardziej z psychiką i przekonaniami. Myśląc nad tematami rozmów planujemy co się stanie przez co randka traci spontaniczność, nieobliczalność i staję się swojego rodzaju grą strategiczną, w której trzeba planować pięć ruchów do przodu. Teraz pytanie. Czy to jest naturalne ? Oczywiście, że nie. Tak samo jest z próbą zrobienia jak najlepszego wrażenia, która często kończy się chwaleniem. Wątpię żeby normalna, sympatyczna kobieta pozytywnie oceniała przechwałki. 

      Trzeba być sobą. Zarówno na początku relacji jak i w jej trakcie. Udawanie kogoś kim się nie jest (próba wywarcia jak najlepszego wrażenia) nie jest dobre na dłuższą metę. Nie można być postacią z książki, serialu bądź filmu przez cały czas. Prędzej czy później kobieta i tak dojdzie do prawdy.  Uwierzcie mi, że najlepszą opcją jest bycie sobą. Oczywiście tutaj też jest pewnego rodzaju haczyk. Jeśli ktoś jest spasioną świnią, która wiecznie gra na komputerze i nic ciekawego nie robi to naturalnie, że nie wywrze dobrego wrażenia. Właśnie dlatego przez całe życie trzeba dążyć do perfekcji, rozwijać się i za każdym razem podnosić sobie poprzeczkę.

      Zamiast myśleć o czym będziesz rozmawiał z kobietą staraj się ją poznać. Dowiedz się jaka ona jest i czy jej charakter Ci pasuje bo to od tego powinno zależeć to czy ona Ci się podoba czy nie. Nie planuj gdzie pójdziecie coś zjeść, a potem na której ławce w parku ją pocałujesz. I tak gówno z tego wyjdzie. Jeśli w danym momencie masz ochotę na pizzę to zabierz ją do pizzerii, jeśli chcesz ja pocałować to pocałuj tu i teraz, a nie w jakimś tam miejscu, które wymyśliłeś wcześniej. Po prostu bądź sobą i dąż do tego by być najlepszym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwsza randka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 listopada 2012 19:29
  • sobota, 20 października 2012
    • Dlaczego kobiety dyktują zasady na początku relacji ?

      Często na pierwszej randce/spotkaniu zdarza się, że kobieta jest wynoszona na piedestał. Staje się pewnego rodzaju bóstwem i "czymś" z bardzo dużą wartością. Mężczyzna stara się, liże dupę, próbuje się wkraść w łaski i gdyby mógł to by stanął na kutasie tylko po to żeby został polubiony. 

      Jest to kolejny przykład chorego przekonania jakie tkwi w wielu męskich głowach. Szkoda, że mało facetów zdaje sobie z tego sprawę.

      Idąc dalej tym tropem można spostrzec, że przedstawiciel płci "brzydkiej" wykazuje się nadmierną inicjatywą. Inwestuje w znajomość dużo więcej niż jest to tak naprawdę warte. Świetnie byłoby gdyby obie strony dawały tyle samo, żeby było 50/50, a idealną gdyby kobieta musiała zabiegać o mężczyznę, ale to jest już coś innego, coś trudniejszego. 

      Wyobraźmy sobie np. taką najprostszą sytuację na pierwszym spotkaniu:

      Kobieta: Bardzo lubię czytać, a Ty ?

      Mężczyzna: Ja też uwielbiam czytać. (w założeniu, że facet tak naprawdę nie lubi jakiejkolwiek literatury)

       

      Jest to skrajny przykład nadania olbrzymiej wartości kobiecie, której się nawet nie zna. "Mężczyzna" boi się powiedzieć prawdę czy pokazać co naprawdę myśli. Później sytuacja się powtarza i powtarza i powtarza... Facet dalej pcha siebie w gówno i udaje kogoś kim nie jest. 

      Totalnie posrane. Jak się jest mężczyzną to ma się jaja, które oprócz wiadomego zastosowania powinny dodatkowo motywować do pokazywania pewności siebie. Pytam się gdzie ona jest u gościa, który musi się podlizywać dziewczynie tylko po to by ona go polubiła ? 

      W ogóle nadawanie wartości jest ciekawe. Faceci mają do tego nadmierną skłonność. Zobaczą dziewczynę, umówią się i po pierwszej randce uważają, że ona jest idealna. Dotyczyło to nawet mnie. 

      Właśnie przez to często są przypadki tzw. "syndromu tej jedynej". Dopóki mężczyźni nie nauczą się, że żeby mieć kobiety najpierw trzeba nauczyć się je tracić, nie będą w stanie stworzyć fajnego związku, w którym nie ma mowy o wywyższaniu się jednej ze stron. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego kobiety dyktują zasady na początku relacji ?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      sobota, 20 października 2012 18:38
  • piątek, 19 października 2012
    • Dzienne vs Zaoczne

      Większość ludzi po liceum, tudzież technikum decyduje się na dalszą edukację. Wybierają sobie kierunek, następnie uczelnie, aż w końcu tryb - stacjonarny lub niestacjonarny. Według mnie właśnie w tym momencie pojawia się bardzo trudny wybór, od którego może zależeć nasza przyszłość. 

      A teraz bardziej subiektywnie...

      Uważam, że studia dzienne są chujowe. Codzienne chodzenie na uczelnie, wykłady dzień w dzień po parę godzin. Aż mi się liceum przypomina... Jak się pytam znajomych dlaczego zdecydowali się tak zrobić to nie uzyskuję konkretnej odpowiedzi, a przynajmniej nie takiej, która by mnie usatysfakcjonowała. Co jak co ale pociąg do studenckiego życia, ciągłego picia, nie chodzenia na wykłady i olewania uważam za kurewsko żałosny. Zawsze wydawało mi się, że studia są po to żeby zdobyć wiedzę, a nie bawić się przez kolejne trzy/pięć lat. 

      No ale ok. Ktoś chcę chlać. Spoko, ale co potem ?

      Po trzech/pięciu latach na rynek pracy wychodzi osoba bez doświadczenia zawodowego, która kompletnie nie jest przygotowana do podjęcia jakiejkolwiek odpowiedzialności jaka wiąże się ze stałą pracą. Oczywiście zaczyna się narzekanie... Ale ten kraj chujowy, w Polsce to nawet pracy nie ma, wyjebie stąd bo jest tu beznadziejnie. Wtedy mam ochotę się śmiać. Jak można wymagać fajnej posady (dobrze płatnej bo chyba każdemu na tym zależy) jak po paru latach nie ma się w niczym doświadczenia ? W ogóle nawet nie chodzi tu tylko i wyłącznie o pracę, a o jakąkolwiek formę zarabiania pieniędzy.  Na dziennych raczej mało kto myśli o tym, żeby zająć się chociażby inwestowaniem. 

      Zaraz pojawią się głosy... "Przecież są tacy co pracują na dziennych, trzeba być tylko zorganizowanym". Nie rozumiem tego. O jakiej pracy tu mowa ? O roznoszeniu ulotek po 16:00 czy zapierdalaniu w weekendy ? 

      Ja jako zajebiście świadomy człowiek, myślący o koszeniu hajsu mniej więcej po parę godzin dziennie poszedłem na zaoczne. Nie była to sprawka chujowego wyniku z matury. Wręcz przeciwnie, gdybym chciał to dostałbym się na dzienne studia na państwową uczelnie. Ale wracając... Uczęszczam sobie do podobno zajebistej szkoły jeśli chodzi o kierunki ekonomiczne. Mam zjazdy raz na dwa tygodnie po trzy dni, przez resztę bawię się w staż w jednym z ministerstw. Jestem święcie przekonany, że za trzy lata mając licencjata i fajne cv zrobię dużo lepsze wrażenie na potencjalnym pracodawcy niż ktoś po dziennych. Oczywiście jest to najgorszy scenariusz bo priorytetem jest własna firma. 

      Oczywiście są i minusy. Nie może być, aż tak zajebiście. Mogę imprezować tylko co dwa tygodnie...

      W zasadzie to jestem teraz ciekawy ile osób uznałoby moje podejście za chujowe bo studiuję i pracuję za małą kasę. Hmm... chociaż w sumie i tak mnie to jebie. Ja wiem, że zrobiłem dobrze bo przedkładam szczęście w przyszłości ponad chwilowy komfort. 

       

      Kurwa, chyba nie napisałem wszystkiego co chciałem, ale trudno...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Dzienne vs Zaoczne”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      piątek, 19 października 2012 23:34
  • poniedziałek, 15 października 2012
    • Klasyfikacja

      Większość mężczyzn jest tak ograniczona, że wymaga od kobiet jedynie dużych piersi i fajnego tyłka. Jest to ich podstawowe kryterium jeśli chodzi o wybór partnerki. Ograniczają się tylko do fizyczności. Charakter schodzi na drugi plan co jest niebywale chujowe.

      Zainteresowanie powinno być wywołane osobowością, podejściem do życia, pasjami czy chęcią rozwijania się, a nie rozmiarem stanika. Masa mężczyzn nawet nie próbuje nawiązać jakiejkolwiek więzi z dziewczyną, która nie pasuje do ich fizycznych ideałów. Współczuję takim facetom w ich ubogim postrzeganiu świata. Sami siebie krzywdzą. Tracą możliwość poznania cudownej dziewczyny, która może mieć zajebiście pozytywne podejście do życia i chęć realizacji się na rzecz innej, np. takiej która ma trochę pełniejsze usta. Nie dziwię się kobietom, które twierdzą, że faceci myślą tylko o cyckach i dupach. Gdybym był laską to pewnie sam bym tak myślał.

      Od tej pory masz zacząć wymagać bogatej osobowości i fajnego usposobienia, a nie biustu w rozmiarze minimum D, no chyba, że oczekujesz jednorazowej przygody.

      Często zdarza się tak, że faceci mają gdzieś przeciętne dziewczyny bo myślą, że kumple go wyśmieją, że znajomi będą ich obgadywać itd. To już jest totalnie pojebane myślenie. Masz myśleć o sobie, o tym jak Tobie będzie się spędzało czas z dziewczyną, a nie o opiniach kolegów. Jeśli zawracasz sobie głowę czymś takim to od razu zacznij szukać aktorki porno, przynajmniej będziesz miał pewność, że Twoja świta waliła konia przed filmem z Twoją dziewczyną.

      Musisz zmienić sposób kwalifikacji kobiet. Zacznij stawiać charakter na pierwszym miejscu, a wygląd gdzieś dalej. Wymagaj, ale odpowiednich cech charakteru, a nie fajnego tyłka, hobby, a nie figury modelki. Przez taką małą zmianę otworzysz się na wiele nowych znajomości, które mogą diametralnie zmienić Twoje życie.

      Zaraz, zaraz, co on pierdoli. To mam podchodzi tylko do brzydkich ?

      Oczywiście, że nie. Masz starać się poznawać dziewczyny, które mają to coś. Takie, które jak spotykasz to czujesz, że mogą być ciekawe pod wieloma względami, na wielu płaszczyznach, nie tylko pod względem wyglądu.

      Na koniec pragnę dodać, żeby nie odbierać tego wpisu w postaci jakiejś skrajności. Aż tak wyrozumiały nie jestem. 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Klasyfikacja”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mizzt
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2012 19:51